in control of...out of control of...siedzę, stos chusteczek obok mnie cały tabun mam jeszcze ze sobą, no cóż wietrzyłem się to mam...hmmm mam chora ambicję i jestem dość uparty, udaje mi się stwierdzić...teraz wykazuję się dużą dozą cierpliwości w czekaniu, czekam na dwie rzeczy, jedna kosztuje pieniądze inna co nie...inna może być...może właśnie jest to w sumie słowo, które jakoś jest tym co nie pasuje w mój słownik do końca...niepewność jest...apsik...kichnęło mi się po raz kolejny...zaczynam czuć się zajęty...czyżbym miał wkrótce zmienić status...kto wie...i jeszcze 26 dni bo dnia 27ego nadejdzie ten moment....hmmm czekam, czytam, słucham i myślę....ale na pewno czekam...i się nie boję...wiem, że dam(y) radę...
nadchodzi huragan zmian, czas dokonać zmian, które już założyłem dawno temu, teraz muszę utrzymać tylko stery, żeby zostać na właściwym kursie i go nie zmieniać...będzie burza...będą pioruny, ale ja jako jedyny wyjdę z tego cało...bo kto inny ma to przetrwać...byłem sobie ciut chory, wstaję na nogi, teraz zostało tylko zająć się swoimi sprawami życia...maj...
no i się stało zaczęło kreci się i ja razem z tym...co będzie dalej nikt nie wiem, wiem tylko, że plan jak na razie zdaje się być prawie wykonany...prawie....może się dokona niedługo...kto wie..ja jeszcze nie :)
sometimes I ask myself if I won...if this what I have right now is this what I wanted in the beginning, but lost my way I...możliwe, że pln juz prawie sie wykonał....chciałbym zostać tam gdzie jestem, wybory jakich dokonujemy, jakiego ja dokonałem, był świadomy w pełni...teraz tylko dokonuje się to, co kiedyś miało...pamiętam, jak planowałem...i się ziściło...teraz tylko muszę pracować nad tym, co mam by utrzymać się na dobrej drodze...iść do przodu i nie patrzyć za dużo w słońce, bo uderzę w słup, bądź oślepnę...
ostatnio stwierdzam, że moja emocjonalność wróciła do normy całkowitej, odpoczywam w nowej pracy psychicznie i fizycznie chyba też, nie cierpię na przemęczenie i jęki, niektórych ludzi...czuję, że jest mi dobrze, chyba tylko na chwile pomyślałem czy dobrze wybrałem, ale wiem, że tak, żałowałbym....a nie mam na razie czego...czas pokaże czy plan pięcioletni się wypełni sam...
kiedy tak dziś jechałem autobusem, w głowie dudniło mi Miles Away, które teraz zresztą leci sobie i pośpiewuję razem z Madonną...i tak słuchając tego kawałka zastanawiam się na tym jak by to było na chwilę przejść na drugą stronę, tzn. stać się kimś innym i obejrzeć siebie z bliska, pogadać...stwierdzić jakim jest się naprawdę....może to złe określenie, może zobaczyć i usłyszeć siebie będąc kimś innym...czasami myślę nad tym jak widzą mnie inni, jak się odbiera siebie nie siedząc we własnym ciele, ktoś pomyśli, że to taka bajeczka, ale może i ciekawy aspekt egzystencjonalizmu...taka myśl...na pewno nie z nudów....if you could see
me the way you see yourself and pretend to be someone else...i tak jak jechałem tym autobusem gapiłem się na ludzi i zgłębiałem swój i ich byt...
in name of demonstration some called it religion, and so the world was bound by things that many did not understand cause it was not meant to, it just was an instrument of control...the greater the power the greater will to have more...takie kilka myśli jakie zbierają się czasami w głowie...taki mętlik,który gdzieś tam krąży zanim nabierze formy...wyczuwam...niepokój...coś zaczyna się znowu dziać...wyczuwanie zmian...w tym zawsze byłem dobry...niemalże rok po jednej zmianie stała się druga, ta planowana...ta,która kończy proces zmian jakie chciałem wprowadzić....teraz siedzę i patrzę na to, co się dzieje...jak w kalejdoskopie zmieniają się obrazy...kino życia...aktorów wielu a reżysera już dawno brak, a może każdy próbuje nim być....